czwartek, 6 maja 2010

... o telepatii

Jeśli siedzimy w pracy (albo gdziekolwiek tylko nie tam,gdzie byśmy akurat chcieli być), mamy co robić słowo,nawet powiedziałabym,że jesteśmy zarobieni po uczy,czym najlepiej się zająć???
Tak wiecie - w pierwszej kolejności???

Stoję na szczycie skarpy,w dole słuchać jak leniwe fale wody uderzają o zacumowane łódki.Dokoła panuje cisza,która aż rani uszy.Zmrok powoli pożera wszystko,co staje mu na drodze,w jego wędrówce do nocy.Ostatnim dowodem na miniony ciepły dzień są rozgrzane deski pomostu.To one grzeją ciało kiedy dusza wpatruje się w rozgwieżdżone niebo.

M: A nie masz ochoty na "boże światki" w L. ?
A: O rany! No co Ty?! To niesamowite!
M: Co? Dlaczego?
A: Jasne! Kurcze M. dopiero co wczoraj o tym myślałam.
M: To witaj w klubie. Też wczoraj na to wpadłam.
A: Ale jazda. Jedziemy. Rezerwuj.

Jakie to szczęście,że dni tak szybko płyną i czerwiec jest już prawie jutro :)

czwartek, 14 stycznia 2010

... o księżniczkach

R: Dlaczego myślisz, że coś nie gra?
M: Kobieca intuicja. (śmiech) Zwyczajnie wiem i już.
R: Ale przecież uprzedzałaś, prawda?
M: Tak, kawa na ławę... „Nie jestem miłą osobą”. I dupa. Nie uwierzył.
A teraz męcz się człowieku z jego humorami.
______________________________________________

A: (...) doszłam do wnioski, że O. jednak nie może się pogodzić z myślą,że jesteśmy [friends](...)ach faceci,nie potrafią poradzić sobie z emocjami. :)
M: Faceci - kolejny powód aby mieć kotka :)
A: Nie no kota nie zniosę. Może prędzej psa w moim przypadku.
M: To idź o krok dalej - rybki, nie trzeba ich dotykać a są ładne.
______________________________________________

B: Dlaczego oni wolą być okłamywani?
E: No właśnie, dlaczego?
M: A bo ja wiem...Masochiści.
(każda łapie łyk kawy, który nie jest jedynie „łykiem”, to raczej chwila na samodzielne rozkminienie pytania, sekundową analizę i przygotowanie teorii)

M: Powiedziałam, że nie ma mowy o czymś „poważnym”. Dla mnie H. nie przestał istnieć.
Dobry z niego dzieciak, nie chciałam robić mu złudnych nadziei. Dopiero później
miałabym przerąbane...
E: Płacz i zgrzytanie zębami :)
M: Dokładnie, tylko, że w jego wykonaniu. Dziękuję, postoję.
Chciałam być w porządku i co? Foch do kwadratu.

B: No oni jacyś dziwni są. Jak rozstawałam się z S., to cały czas pytał, czy mam innego.
Kuźwa, dacie wiarę – ze dwie godziny mówiłam mu co mi nie pasuje, z czym nie umiemy sobie poradzić. No wiecie, pierdoły życia codziennego. Nic nie zrozumiał. Cały czas
powtarzał „no ale powiedz dlaczego?” „co ja takiego zrobiłem?” "na pewno masz innego!"
Ja swoje – on swoje. Gorzej niż baba.

E:
Czy my się z nimi rolami zamieniłyśmy?
M: Strach się bać dziewczynki, strach się bać...
______________________________________________

A: P. jakiś dziwny był.
M: Bardziej niż zwykle?
A: Aha.
M: :) Już Ci mówię co i jak.
Jak przyszedł, to powiedziałam, że u mnie jesteś. Zatrzymał się na chwilę, spojrzał się dziwnie na dom i szedł dalej. No faktycznie cały czas jakiś taki nielusy był, ale olałam sprawę.
A: No właśnie! Jakiś taki nieobecny był. Chyba tylko jedno zdanie powiedział :/
M: Bo się obraził :)
A: Co?!
M: Cierpliwości... Jak go odprowadzałam/wyprowadzałam, to przemówił. Okazało się, że się ciebie nie spodziewał i ma żal do mnie, że dziś widzieliśmy się we trójkę. Kiepsko?!
Przychodzi bez żadnego uprzedzenia, ze swoimi muchami w nosie i się szarogęsi. Coś
tam jeszcze zaczął mamrotać pod nosem, to się tylko zapytałam czy aby nie chce abym
między Wami wybrała.
A: I co powiedział?
M: Myślisz, ze dałam mu coś powiedzieć. No niedoczekanie! Usłyszał, że zna mnie wystarczająco dobrze, aby wiedzieć kogo w takiej sytuacji bym wybrała, więc dla własnego dobra – niech mnie do czegoś takiego nie zmusza. Przeprosił.
A: Przeprosił?
M: Aha, tylko, że to raczej Ciebie powinien przeprosić. Ja już przywykłam. Cholerna księżniczka całe życie z okresem!
A: Jak oni wszyscy.

Czy ktoś może mi powiedzieć, kiedy zamieniliśmy się rolami? A może zwyczajnie prawda wyszła na jaw – bajki kłamią!
Może tak naprawdę to nie kobiety powinny nosić długie, różowe suknie i lśniące korony na głowach? Może to wcale nie mężczyźni są stworzeni do walki z przerażającymi smokami?
Rozejrzyjmy się dokoła.
Kobiety już od przedszkola musza walczyć. Najpierw musimy udowodnić, że damy sobie radę na przeplotni (pamiętacie: taka konstrukcja z metalowych rurek, po której się chodzi, wiesza, przewiesza i panie opiekunki się wydzierają, aby na to nie wchodzić bo dla nas jest to za wysokie/poważne/niedziewczyńskie). W szkole kolejne moje da ulubione wyzwania: społeczne i fizyczne.
Społeczne: na korytarzu chłopcy siedzą po jednej stronie drzwi do klasy, dziewczynki po drugiej. I miej panie w opiece te dziewczynki, które złamią tę niepisaną zasadę. Podobnie z siedzeniem w szkolnych ławkach. Są sektory dla „chłopców” i „dziewczynek”. Wiadomo – oni łobuzują, nie uczą się i mają wszystko gdzieś, więc siedzą gdzieś na uboczu. Za to dziewczynki, zawsze przygotowane, zainteresowane, z pasją chłonące słowa nauczycieli zawsze siadają gdzieś blisko tablicy.
(Moja miejscówka – trzecia ławka od ściany i nie ważne czy rząd miał osiem czy cztery ławki. Trzecia była moją świętością i wara od niej kujonki i buntownicy z wyboru!)
Fizyczne: dziewczynki grają w siatkówkę a chłopcy w „nogę” lub „kosza”. To doprawdy fenomenalne rozumowanie W-Fistów doprowadzało mnie do szału. Ponieważ wiadomo jak uwielbiam ślepo zgadzać się na wszystko... ja i A. zawsze miałyśmy prawo wyboru i jeśli tylko chłopaki nas chcieli (bez podtekstów, za młodzi byliśmy :) ), przez 45 minut mogłyśmy szpanować naszymi rzutami „za trzy”.
Kiedy wszyscy trochę podrośliśmy, znów okazało się, ze bez walki się nie obędzie.
Jadąc autobusem nawet tym prze 7 rano zapomnijmy o skrawku wolnego miejsca na nasze skromne ciałka. Robiąc codzienne zakupy, ile razy musiałyśmy przemienić się w Artura Partykę, aby zdjąć z półki upragnione produkty. O awans w pracy też nie jest łatwo, no ale trudno się dziwić...Szef oczekuje dyspozycyjności. Dyspozycyjność, ciekawe słowo przy dwóch etatach, 15 minutach do zamknięcia przedszkola i odesłania naszej pociechy do Izby Dziecka oraz jeździe czterema autobusami do domu, bo grupa robotników od roku remontuje trzy metry nawierzchni, przez co my musimy objazdem przez całe miasto jeździć, aby dotrzeć wreszcie do domu. Do domu, w którym czeka na nas gotowanie, pranie, zmywanie, szycie, wysłuchiwanie, jakim okrutnym człowiekiem jest szef naszej „miłości póki śmierć nas nie rozłączy”(czasem bardzo kusząca opcja), który odebrał mu imienne miejsce parkingowe pod biurowcem, który stoi sobie na końcu naszej ulicy. Później możemy jeszcze liczyć na uwagi, że mizeria to nie do końca był dobry wybór na dzisiaj, i że z włosami też mogłybyśmy zrobić – przecież to że jest zima wcale nie oznacza, że musimy tak nijako wyglądać. A i koniecznie trzeba zmienić płyn do płukania, po tym obecnym koszule dziwnie się układają. No i na miłość boską! Przecież przed 2000 rokiem żadnych filmów nie kręcono! Przestańmy opowiadać bajki i cieszmy się zdobyczami technologii. Przecież nikt nam nie broni grać na X-boxach do bladego świtu.

No to jak będzie z tymi księżniczkami? Czy bajki kłamią?

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma morzami żył sobie chłopiec księzniczek. Mieszkał w wielkim szklanym zamku, pełnym uczynnej służby. Każdego dnia gdy tylko po spokojnej nocy otwierał swoje oczęta, na nocnym stoliku już czekała na niego taca z pysznym śniadankiem, na fotelu nieopodal uczynna służka pozostawiła muślinowe ubranko na dziś. Chłopiec wiedział, że dziś jak każdego innego dnia będzie mógł robić co tylko zapragnie. Każda jego zachcianka zostanie spełniona w oka mgnieniu.
Jedyną rzeczą jakiej mu zabraniano, to zabawa w ogrodzie. Chłopcu nie wolno było do niego wchodzić gdyż grasował tam ogromny, złowieszczy i niezwykle drapieżny motyl, który czyhał na jego życie. Wszyscy jednak wiedzieli i szczerze w to wierzyli, że nadejdzie dzień, w którym do bramy zamku zapuka odważna, dzielna i nieustraszona dziewczynka w błyszczącej zbroi, która po ciężkiej walce pokona krwiożerczego motyla i tym samym będzie godna wyjść za mąż za cudownego chłopca ksieżniczka.

poniedziałek, 26 października 2009

... o uczeniu się przez całe życie

Hola!
Now you know how to greet people in Spanish!

Yasou!
Now you know how to greet people in Greek!

Aloha!
Now you know how to greet people in Hawaiian!


No proszę...sądziłam,że Flickr to miejsce na dzielenie się zdjęciami.
A tu taka niespodzianka - ja dziele się z nim zdjęciami a on mi odpłaca lekcjami języków obcych.
Przez pięć lat moja uczelnia wbijała nam do głowy,że człowiek uczy się przez całe swoje życie.

Zgadzam się z tym w 100%.

poniedziałek, 19 października 2009

środa, 19 sierpnia 2009

... o pokoleniach

M: Powiem Ci, że ja chyba nie rozumiem młodego pokolenia.
M: Widocznie nie nadążamy za współczesnością.

Ale jak można nadążać za czymś/kimś takim?

- Kawa koniecznie musi być w papierowym kubku i noszona po całym mieście, dodatkowo wnoszona do każdego sklepu, środka lokomocji itd. A że kogoś się przy okazji obleje...no cóż, takie życie.
- Jeśli pojawia się kawa to i łokieć, zawsze tak wystawiony aby nadziewali się na niego dosłownie wszyscy. Chociaż wiadomo - sami na niego wchodzą.
- O byciu ofiarą mody to już chyba nawet nie powinnam wspominać, ale żeby nikt mi nie zarzucił, że lecę po łebkach... U panów pojawiają się grzywki, przez które czasem określenie płci zajmuje dłuższą chwilkę (z paniami jest zresztą podobnie ;p ), wychudzenie też w tym nie pomaga. płeć piękna ogranicza się wyłącznie do tego, co serwują modne magazyny. I tak też mamy dziewoje ubrane według strony 15 - bohema nadchodzi, 34 - kwieciście jak kanapa babci, 57 - seksownie nie znaczy z gustem i oczywiście... dodatek specjalny na wakacje - papuzie ubarwienie na twarzy i włosach. Chłopcy mają łatwiej...wszystko co różowe i przymałe.
I tutaj mój osobisty apel (jakby na gg,gronie,myspace i facebooku było go za mało):
PANOWIE, ZOSTAWCIE RÓŻ LATYNOSOM!
Dziękuję.
- Wszyscy są a raczej muszą być oryginalnie! To hasło stało się już prawie pierwszym przykazaniem w dekalogu młodego pokolenia.
Oryginalny = H&M, Top SHOP, Zara.
(reszty marek nie wymieniam, bo i tak należą do tych samych koncernów co powyższe, a co za tym idzie...sprzedają to samo w innych kolorach)
- Stosunek do wyższych wartości jest rzeczą względną. Bo niby co jest wyższą wartością?
Na pewno pieniądze, które szczęścia nie dają, ale dają znajomych i oryginalność, więc status społeczny. Rodzina jest zdecydowanie passé, dlatego nikt nie mówi o urodzinach mamy i rocznicy ślubu wujka ze strony babci ciotecznego brata. Lepiej powiedzieć, że się wyjeżdża na weekend. Bo to jest teraz na czasie. Stara dobra uczciwość i szczerość też wyjeżdżają na weekend :)
- I tak dochodzimy do miłości, która podobno jest, ale przemieniła się w posiadanie kogoś na pokaz. Jest ktoś z kim koniecznie trzeba iść za rękę nawet w zatłoczonej alejce supermarketu (boże to jest dopiero g
énade...w markecie:/ ), koniecznie wsadzać ręce pod koszulkę i spodnie w kawiarni i mój numer jeden posiadania kogoś... obślinianie się w autobusach, metrze, na przystankach i w kolejce. Tak, obślinianie. Bo pragnę zauważyć, że pocałunki też są na weekendzie :)
- Rozmowy toczą się bez wyraźnego tematu. Ale przecież nie o temat tutaj chodzi. Najważniejsze żeby jak największa liczba osób stojących z boku słyszała, że się wypluwa z siebie jakieś tam wyrazy. Trzeba przy tym pamiętać o chóralnych okrzykach w rodzaju "No co ty!?" "No nie mów!" "No nie może być!" (o co chodzi z tym całym 'no'? czyżbym miła kolejny temat ;> ).
Trzeba jeszcze koniecznie gestykulować. A że przy okazji wydłubie się komuś oko na ulicy...cóż, zdarza się.
- Wszyscy są PIĘKNI.Zupełnie bez skazy, zagnieceń,plamek i niesfornych kosmyków (chyba,że te akurat zrobione są przez fryzjerkę w trakcie 4 godzinnego czesania kucyka do szkoły).
- Impreza nie była dobra jeśli ktokolwiek pamięta ją od początku do końca! :)
- Przyjaźnie zawierane są pod warunkiem, że: portfele są tak samo wypchane; dane osoby spełniają powyższe warunki w stopniu idealnej zgodności z opisem.

Pasuje Wam to do opisu współczesnego pokolenia???
No raczej!
Ale wiecie co jest najgorsze???
Mi to pasuje do opisu mojego pokolenia. Pokolenia nieco starszego niż 'banany' z gimnazjum.
Pokolenia ludzi z tytułem magistra w kieszeni. Pokolenia mającego dwoje a nawet troje dzieci.
Pokolenia wychodzącego za mąż/żeniącego się. Pokolenia szukającego pracy jak również tego siedzącego za biurkiem kierownika.
O ile mając lat 17 byłoby to wszystko jedynie zabawnym spektaklem wystawianym na scenie życia, tak mając już za sobą ćwierć wieku jest to wręcz przerażające, żenujące.
I co z tym dalej zrobić? Jak długo można uciekać przed własnym pokoleniem?

Póki starczy nam tchu!


wtorek, 18 sierpnia 2009

... o psikusach podświadomości

SEN - stan czynnościowy ośrodkowego układu nerwowego, cyklicznie pojawiający się i przemijający w rytmie okołodobowym, podczas którego następuje zniesienie świadomości (za wyjątkiem świadomego snu) i bezruch. Sen charakteryzuje się ustępowaniem pod wpływem czynników zewnętrznych.

Jesteśmy zmęczeni, oczy same nam się zamykają. Kładziemy się. Zasypiamy. Budzimy się wyspani, pełni energii na kolejne godziny.
Prawda, że banalnie proste!
A już ci...

M: Dzwoniłam wczoraj do ciebie?
A: kilka razy.
M: A w nocy?
A: No co ty! Nie. Nie mów, że znów masz te senne 'jazdy'.
M: Mam.
A: Co tym razem?
M: Zadzwoniłam do Ciebie po przepis na sałatkę z makaronem.
A: I podałam Ci go?
M: Opakowanie ravioli,kukurydza,trochę papryki,kurkuma,sól,pieprz,majonez. Wybornie smakowała do piersi z kurczaka i czerwonego wina.
A: O cholera! Jaka jazda! To są te składniki.
M: No wiem, przecież mówię Ci,że sałatka palce lizać.
A: Ale jakim cudem?...

A: Zaczynam się Ciebie bać.

Sny są tworami fizjologicznymi. Ich wizualny charakter jest zazwyczaj najbardziej wyrazisty (zdarzają się jednak marzenia senne o przewadze doznań słuchowych). Człowiek, który ich doświadczył opisuje je zazwyczaj jako bardzo realistyczne, dotyczące życia i problemów codziennych. U każdego mogą się też pojawiać wątki fantastyczne, erotyczne a nawet surrealistyczne.

Twory.Wyraziste.Realistyczne.Życie codzienne.Fantastyka.Surrealistyka.Erotyka.
I co z tego, że to wszystko wiemy od uhhhuuu albo i dłużej.
Co z tego, że wszystko przecież ma jakieś logiczne wytłumaczenie.
Co z tego?
Wiemy to wszystko, i duma nas rozpiera aż nagle...
Budzimy się rano. Wszystko gra - nasz pokój, niebieski podkoszulek dalej jest na nas, kubek z sokiem na swoim miejscu, nawet kołdra się zgadza. Rzucamy spojrzenie przez ramię...hmm czy z nami aby ktoś nie spał tej nocy? Chyba nie, bo w łóżku dalej jesteśmy same. Ale zaraz, coś chyba nie gra. Przecież dobrze pamiętamy, że idąc spać wzięliśmy z lodówki butelkę wody,bo...
Chwila, od początku...
Rano obudził nas budzik (prawidłowo,bo to był piątek), szybkie śniadanie bo i tak na autobus się spóźnimy i trzeba będzie biec. W pracy gadaliśmy z tą wypindrzoną wydrą, że musimy wcześniej wyjść bo mamy spotkanie na mieście ze znajomymi. To dziwne, ale nawet się bardzo nie rzucała. W restauracji już wszyscy na nas czekali. Trochę obciach, ale nie jesteśmy swoim własnym szefem. Z głośników leciała strasznie denerwująca muzyka. Tylko ona wpadła na pomysł, aby pogadać z obsługą - puścili coś innego. Wszystkim dopisywały humory. Jedzenie zwalało z nóg, to dobrze, że on zna się na dobrej kuchni. Drinki były chyba trochę za mocne, ale urodziny brata są tylko raz w roku. Tort był wyśmienity! Gdzie ta dziewczyna go kupiła? Musze się koniecznie dowiedzieć. A może sama go piekła. Wyszliśmy koło pierwszej. On wsiadł do naszej taksówki. Jak sam powiedział "nie lubi,kiedy kobiety same jeżdżą". No cóż, nie umiemy odmawiać zwłaszcza komuś takiemu. Wstąpił jeszcze na kawę - najstarszy numer świata. No ale trzeba mu to przyznać... potrafi skubaniec całować. Tuż po jego wyjściu dostałyśmy sms-a od niej (co za synchronizacja) z zapytaniem 'i jak tam?'. Nie wiemy jakim cudem wiedziała, ale w sumie to przecież mamy małe grono znajomych. Tu wszyscy wiedzą wszystko... Wiadomo co odpisałyśmy :)
Potem była wanna i płyn do kąpieli o zapachu letniej łąki. Idąc spać wzięłyśmy wodę na rano, bo po tych wszystkich parasolkowych drinkach mogło być ciężko. Długo nie mogłyśmy zasnąć - to pewnie przez emocje i duszną noc. W końcu udało się. Nie trudno było zgadnąć, że będzie się nam śnił. Ale co to był za sen...

Cholera. Więc co jest z tym sokiem w kubku?! Byliśmy w tej restauracji czy nie.
Gdzie komórka.
"Wiadomości odebrane"... nic do nas w nocy nie napisała.
"Wiadomości wysłane"... też nic.

Coś mi mówi, że obłęd jest bliżej niż to się nam wydaje.

niedziela, 12 lipca 2009

... o szczerości

G: Było do bani. W restauracji śmierdziało paloną gumą. Obsługa opryskliwa i w poplamionych ciuchach. A jedzenie...O boże. Cud, że żyję.
M: I co powiedziałaś?
G: że było super. Tak miło i takie tam.
M: Czemu?
G: Co czemu?
M: Czemu kłamałaś mu prosto w oczy? Rozumiem,że nie chciałaś go urazić a co jeśli będziecie tam częściej chodzić? Za każdym razem będziesz mówić, że "było miło"?
G: No nie. Kiedyś powiem mu prawdę. Mamy tam iść w sobotę,ale powiem,że się na wieczór umówiłam z A,a wynagrodzę mu to w niedzielę (...).
M: To po co...
G(wchodząc mi w słowo): Oj nie zrozumiesz.

Szczera prawda - zupełnie nie rozumiem.
Rozumiem,że ludzie kłamią. Robią to z różnych powodów, dla osiągnięcia różnych celów.
Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi,ale...
Każda zabawa powinna mieć porządne podstawy (chyba już kiedyś o tym wspominałam).

Mam dość małe grono przyjaciół. Z prostego powodu...albo się mnie kocha,albo nienawidzi.
I właśnie tej zasady się trzymam. Mam jeszcze jedną - przyjaciół trzymaj blisko,wrogów jeszcze bliżej.
Nie robię z tego tajemnicy. Staram się grać w otwarte karty z ludźmi, których szanuje.
Właśnie, ja ich szanuje,ale czy vice versa?

Kiedy już wiem,że coś jest nie tak,że ktoś coś nieudolnie kręci (oj nawet nie wiecie jak nieudolnie) - zaczynam się tym bawić. Zaczynam od dania szansy na przyznanie się do "winy". Szczerość to naprawdę nie najgorsza rzecz na świecie! Ciekawe,kiedy ludzie wreszcie to zrozumieją.
Zwłaszcza szczerość wobec najbliższych.
Jednak nie wszyscy to rozumieją. I co wtedy...
Zadaję dziwne pytania, zwlekam z podaniem herbaty, pojawiam się tam, gdzie zwykle moja noga nigdy by nie stanęła i . . . świetnie się przy tym bawię. Patrzę prosto w oczy "krętaczom" i co widzę? Panikę, brak słów, pot i zgrzytanie zębami.
I żeby to wszystko działo się jeszcze z jakiegoś ważnego powodu,a tu dupa. Dziecinada.

Ale za to ile zabawy :)
Dziękuję Wam za nią robaczki.

środa, 3 czerwca 2009

... o lecie

M: Daj spokój, czy to kiedyś zrobi się ciepło chociaż na tydzień?
A: Przecież jest ciepło.
M: No tak...na innym kontynencie na pewno!

________________________________________

A: Co to?
M: Kolejne zdobycze.
A: Nowe ciuchy?
M: Aha.
A: Bluzki?
M: Aha.
A: Na ramiączka?!?!?!?!?!?!?!?
M: No co?!
A: Optymistka.
________________________________________

Starałam się. Wierzcie mi. Słowo, starałam się, ale z naturą trudno jest wygrać.
Pokupowałam całą masę nowych, letnich, kwiatowych, satynowych, zwiewnych, kolorowych bluzeczek a do tego nowe portki typu capri (wciąż zastanawiam się nad etymologią takiej nazwy dla spodni sięgających tuż za kolano...jakieś propozycje?) i jeszcze jedne o iście matematycznej nazwie 7/8 i co? I nico!
Leży sobie to wszystko w mojej szafie. Gniecie się i miętosi. A co najgorsze - raczej marne szanse aby zaczęło miętosić się i giąć na mnie! Kocham ten kraj. Mamy w nim zimę i jesień, no i jeszcze oczywiście przedwiośnie i zimę i jesień. Generalnie mamy wszystko tylko nie słoneczne, prawdziwe lato w odpowiednio przygotowanych do tego miesiącach jak czerwiec,lipiec i sierpień.
Mamy za to gradobicie w niedzielne popołudnie, huragan po obiedzie w każdą środę i potop godny Noego gdy tylko zaplanujemy grill-a ze znajomymi w ogrodzie.

"Słońce świeci nad nami
Ogrzewa nasze nagie ciała promieniami
Tato, lato (...)"
- Sami "Lato 2000"

wtorek, 26 maja 2009

... o papierowych listach

Osobiście uwielbiam pisać listy.
Świat literek, które przemieniają się kolejno w wyrazy z później całe zdania wyrażające to wszystko,
co kłębi się w mojej głowie... BAJKA!
I w ten oto sposób z kilku zdań bez problemu potrafię stworzyć kolejną Trylogię. A co...myśleliście, że tylko Sienkiewicz taki wybitny był?

"(...) Szanowny panie hrabio, przepraszam za tak długi list, ale nie miałem czasu, żeby sformułować go krócej."

— Johann Wolfgang Goethe (1749-1832)


Jak Wy jednak o mało świecie wiecie :p

J: Kochana M, wstrętny "outlook" tutaj w górach zatrzymuje Twoje wiadomości. Jak tylko pojawiam się we F wszystko wraca do normy i znów mogę Cię czytać. Póki co - wysyłam do Ciebie papierowy list.
Napisz proszę,czy dostałaś tę wiadomość.

M: U mnie bez problemów.Wszystko dostaję. Zmartwiłaś mnie tym blokowaniem :/ (...)
Papierowy list doszedł. Oczywiście jest lekko po przejściach,ale to już zasługa naszych urzędów pocztowych.

J: Dolatujesz! No słowo daję - DOLATUJESZ! Ale wariactwo z tym Internetem.
Cieszę się, że papierowy list doleciał. Tęsknimy za Tobą. Pisz co tam u Was.
__________________________________________________

po kilku tygodniach...

M: Czy wszystko u Was w porządku? Nie mam od Was żadnych wieści! (...)

M: Halo! Jest tam ktoś?

M: W ten weekend zadzwonię. Może zastanę kogoś w górach. Jak nie - będę atakować F, może przynajmniej A będzie w domu.
__________________________________________________

dwa miesiące później...

J: Jednak nie dolatujesz! I jeszcze się okazało, że moja poczta też jest blokowana.
Ktoś musi z tym wreszcie coś zrobić bo zwariuję.
Wysyłam papierowy list.

No proszę, a socjologowie obawiali się, że Internet i e-mail całkowicie wygryzie słowo pisane ręcznie.
Nie mieli racji.
Co prawda żyjemy z czasach lotów w kosmos, globalizacji, 4 telefonów komórkowych w przeciętnym gospodarstwie domowym, przyspieszenia do 100km/h w 10 sekund, ale...
Prawie każdego dnia możemy odczuć na własnej skórze zawodność techniki.
A to komórka rozładuje się w najmniej odpowiednim momencie, automat do wydawania numerków w urzędzie zwariuje i zamiast A315 ciągle wypluwa D02, automatyczne drzwi w autobusie dojdą do wniosku, że wcale automatycznie nie są i biegnij,przedzieraj się w gąszczu współpodróżnych do kierowcy z błagalną miną aby Cię gdzieś na poboczu jednak wysadził.

I właśnie w takie dni dochodzę do wniosku, że stare metody mają swój urok.
Choć papierowy list będzie do nas szedł czasem i 3 tygodnie (mój rekord do 8 z Bali do Niemiec później do Polski, znów do Niemiec bo rzekomo zwrot i wreszcie ponownie do Polski wprost do mojej skrzynki), na kopercie dostrzeżemy wszystkie czynniki zewnętrzne jakie na niego oddziaływały [zmęczenie osoby odpowiedzialnej za stemplowanie, brudne łapki sortera, ciasnotę w worku i wilgoć w samolocie/samochodzie/pociągu, zagięcia po bezmyślnym składaniu listu przez listonosza aby się zmieścił do skrzynki, bo tak trudno go czasem pod innym kątem wsunąć i na koniec moje ulubione...warunki atmosferyczne(!) - deszcz jest najwspanialszy, zwłaszcza jeśli pół koperty wystaje z owej skrzynki :) ] to jednak nic nie przebije tego uśmiechu na twarzy gdy wreszcie znajdzie sie w moich dłoniach.
Kocham papierowe listy i nigdy ich nie wyrzucam. Nie umiem się z nimi rozstać, choćby były jedynie trzema zdaniami na wyrwanej niedbale kartce w kratkę... one i tak mają w sobie magię.

"(...) każdy list jak gdyby przeświecał tym, co w nim jest wewnątrz, tak jak na twarzy prostego człowieka odbija się treść serca. Każdy list ma swoją twarz. Ileż razy, wziąwszy list w ręce, człowiek bez powodu, bo się nie spodziewał złych wieści, uczuwa lęk... Ręce mu drżą i zwleka z otwarciem. Ileż razy! Wtedy w liście, jak w papierowej trumnie, leżą niemal zawsze słowa takie, jak umarłe, albo w nim coś płacze czarnymi łzami, i przeciwnie! Czasem list wpada, jak trzepocący się gołąb, tuli się do rąk, pieści się, uśmiecha i niecierpliwi, jak gdyby chciał, by go prędzej otworzono, bo ma do oznajmienia niespodziane szczęście, ma wykrzyknąć promieniste słowo... Wtedy zawsze z takiego listu pada ci na serce promyczek, albo na usta pada ci jak kwiat - pocałunek."
— Kornel Makuszyński

czwartek, 9 kwietnia 2009

... o kartoflach

kartofel - "jest to gatunek byliny; pochodzi z Ameryki Południowej; obecnie rozprzestrzeniony na całym świecie jako roślina uprawna; w Polsce jest pospolicie uprawiany i przejściowo dziczejący(...)"
źródło: wikipedia

A: Wyobraź sobie, że podszedł do mnie jak wysiedliśmy. Zaczepił a później jak gdyby nigdy nic powiedział "Chciałem Ci przedstawić MOJĄ PANIĄ". Kiepsko?! Chciał mi przedstawić swoją dziewczynę.
M: I jak?
A: Daj spokój. Straszna.
M: A wiesz co jest najlepsze?
A: Co?
M: Że ona widziała Ciebie :) I kto jest górą :)

___________________________________

M: Uuuu widziałam dzisiaj nową pannę P.
A: No i?
M: Ale kartofel!
A: Czyli jaka?
M: Oj proszę Cię... Włosy takie no...nijakie. Mała oponka z przodu, ale to nawet dobrze. Wiesz, taka nijaka. Kurcze jak to powiedzieć? Oj no normalnie jak te z UKSW.
A: Boże!
M: No właśnie. Szli chodnikiem i wiesz co... rany, tacy jacyś juhhh. Ale powiem Ci,ze to fajna akcja była. Później przez dobre pół godziny miałam uśmiech na twarzy jak Czarodziejka z Księżyca i tylko ludzie się przez to na mnie dziwnie patrzyli, ale po za tym było mi bajkowo.
A: Masz rację, takie coś dobrze na człowieka działa.
M: Mała rzecz a cieszy :)

Przyznaję się bez bicia - jestem straszna. I co z tego? Jestem też kobietą a bycie kobietą ma swoje prawa.

Kobiety mogą równie mocno kochać co nienawidzić. Mogą śmiać się z byle błahostki albo dąsać latami bo dostały samochód w nieodpowiednim kolorze. Nie widzę problemu w zmianie fryzury jeśli zwykłe zakupy nie są już tak atrakcyjne jak kiedyś. Kobieta może pościć w eter najbardziej skrywany sekret innej osoby tylko po to aby zapomnieć na chwilę o swoich własnych problemach. Może objadać się czekoladą a jak jej społeczeństwo (patrz inne kobiety) zaczną wypominać zbędne dekagramy,powie od niechcenia, że to teraz taka moda...Kobieta może stworzyć modę właśnie od niechcenia.
Co sie będziemy oszukiwać... KOBIETA MOŻE WSZYSTKO.

Właśnie dlatego kobieta obgaduje. A obgadywanie tym bardziej fajniusie im prawdziwsze. Wiec jeśli ktoś ma jedynie głębokie wnętrze, dlaczego mamy to przemilczeć? Nas raczej nikt za plecami nie przemilczy gdy nadejdzie nasza pora.
Więc jaka jest różnica między kartoflem a piwonią? Przecież oba gatunki są bylinami :)